Po przejściu orkanu Ksawery w dniu wczorajszym i w nocy, od rana w Międzyrzeczu rozpoczęło się się usuwanie skutków wichury.

Tak na prawdę efekty tego gwałtownego wiatru były doraźnie usuwane już w nocy. Wtedy najważniejsze było utrzymanie przejezdności dróg i naprawa linii energetycznych, tam gdzie spadające konary drzew pozrywały przewody. Przywracanie dostaw energii elektrycznej w niektórych miejscach trwało do godzin popołudniowych.

Wiatr powywracał na terenie miasta wiele drzew. Niektóre pękały jak zapałki, tak było z widoczną topolą na podzamczu. Swoistym symbolem przejścia orkanu przez miasto jest połamana wierzba płacząca na osiedlu Centrum. Wiele szkód wiatr wyrządził w parku przy ul. Stoczniowców Gdańskich 1970. Przy restauracji MAFIA drzewo zostało wręcz wyrwane z korzeniami. Podobnie było na ul. Staszica. Do południa trwało uprzątanie powalonych akacji na ul. Długiej, która w nocy przez pewien czas nie była przejezdna.
Padły także drzewa przy ciągu pieszym wzdłuż torów wiodącym do kładki dla pieszych przy, tzw. łączce kolejowej.
W ciągu dnia trwały w niektórych miejscach prace związane z remontami uszkodzonego opierzenia dachów na budynkach. Na szczęście poważnych uszkodzeń w mieście nie odnotowano, a sprzątanie miasta potrwa zapewne kilka dni.

Poniżej kilka zdjęć wykonanych w godzinach południowych w kilku miejscach naszego miasta.


Foto: Kazimierz Czułup


Nie trudno zauważyć, jeśli chodzi o drzewostan, że największe zagrożenie sprawiają drzewa mające kilkadziesiąt lat. Niestety wierzby i topole nie należą do długowiecznych drzew i o ile na terenach otwartych i leśnych generalnie nie jest to problem, to w mieście takie drzewa podczas ekstremalnej pogody stanowią zagrożenie. W wielu miastach już dawno podjęto działania zmierzające do sukcesywnej wymiany drzewostanu. W miejsce starych, często spróchniałych drzew dokonuje się nowych nasadzeń.

Może już nadszedł czas, aby także w Międzyrzeczu rozpocząć sukcesywnie tego typu działania. Nie ma co ukrywać, że o rosnące, często od wojny drzewa nikt tak na prawdę nie dba, nie licząc okresowych przycinań gałęzi. Przyglądając się powalonym przez wczorajszą wichurę drzewom nie trudno zauważyć, że praktycznie wszystkie w środku miały częściowo spróchniałe i chore pnie. Te drzewa nie były doglądane od lat, nikt ich nie leczył i teraz mamy tego skutki. Ale cóż, tu raczej nie ma co się dziwić, w kraju, gdzie opieka zdrowotna jest iluzją, a wielu obywateli nie stać na leczenie, trudno wymagać, żeby ktoś leczył drzewa.