Lubuskie Stowarzyszenie Pomocy Szkole, międzyrzeckie koło „Wspieramy Młode Talenty” (Lidia Wożniak – przewodnicząca) zorganizowało 13 kwietnia wycieczkę dla uczestników ostatniego konkursu plastycznego, konkursu organizowanego cyklicznie.

Wycieczkę prowadził Grzegorz Urbanek. Wiodła autokarem przez Sulęcin, Ośno Lubuskie, Słońsk do Kostrzyna.

 Sulęcin – (niegdyś słowiańska osada targowa) do XII w. należała do Piastów Śląskich, potem do zakonu Templariuszy, a od polowy XIII w. miastem władał margrabia brandenburski.
W XIV dobra zostały przejęte przez Joanitów, którzy władali miastem i okolicą do 1810 r.  Zwiedzono m.in. gotycki kościół p.w. św. Mikołaja, zobaczono zachowane mury miejskie, Fontannę Dobrosąsiedztwa, Dom Joanitów. Zatrzymano się chwilę przy domu z tablicą pamiątkową poświęconą mieszkającemu tu wielokrotnemu mistrzowi świata i Europy w zapasach – Leonowi Pineckiemu. Słynny w latach 30. ubiegłego wieku był obywatelem niemieckim, ale uparcie na zapaśniczych ringach występował w barwach Polski (urodzony k/Pszczewa). Po wojnie zamieszkał w Sulęcinie i tu zmarł w 1949 r.

 Ośno Lubuskie
Kolejnym etapem było Ośno Lubuskie, zwane z historii z upraw konwalii. Pierwszymi właścicielem miejscowości był biskupstwo lubskie, następnie margrabiowie brandenburscy. Przewodnikiem był miejscowy emerytowany nauczyciel historii, pasjonat o bogatej wiedzy. Wiedzy godnej  prezentacji na sesjach, w przypadku wycieczki, gdzie percepcja uczniów jest inna, forma mówienia w jednym miejscu przez dłuższy czas nie jest to zaakceptowania. Podziwiano ogrom gotyckiego kościoła p.w. św. Jakuba.
Obiekt jest terenem prac budowlanych mających uratować go od katastrofy budowanej. Wieża z dzwonem wyraźnie chyli się na bok. W dobrym stanie utrzymane są mury miejskie wraz z wieżami i bramami. Przeszklony ratusz robi wrażenie.
Ciekawostką jest zachowany szyld nieistniejącego od lat kina „Bałtyk” obok siedziby miejscowej straży pożarnej.

 Park Narodowy „Ujście Warty” był kolejnym etapem autokarowej wycieczki. Obszar liczący 8074 ha podziwiać można było na cztery strony świata z wieży widokowej w budynku dyrekcji parku w Chyrzynie. Przydały się lornetki. Park został założony dla ochrony unikatowych terenów podmokłych, rozległych łąk i pastwisk, które są jedną z najważniejszych w Polsce ostoją ptaków wodnych i błotnych. Na terenie parku stwierdzono obecność 245 gatunków ptaków, w tym 174 lęgowych. Aż 26 z nich należy do gatunków ginących w skali światowej. Najbardziej zatwardziali wycieczkowicze w towarzystwie przewodnika i opiekunów (Kingi Pielesiak, Doroty Ruta-Zdanowicz, Beaty Przybysz – kierownika wycieczki i Agnieszki Rysiukiewicz) poszli wyznaczonym szlakiem na bagna, podglądać ptactwo.

Fotorelacja 

Zdjęcia: Lech Malinowski


 XVI. wieczna Twierdza Kostrzyn, zwana kostrzyńskimi Pompejami zwieńczała wycieczkę. Stare miasto wewnątrz fortecznych obwarowań miało przed wojną zamek, ratusz, potężny kościół, rynek i kamienice. Wszystko zostało zniszczone w wyniku działań wojennych w 1945 r.  Całe miasto zniszczone zostało w 95% stąd ta nazwa „Pompeje” nawiązująca do starożytnego Rzymu. Sympatyczni, miejscowi przewodnicy interesująco powiadali o historii powstania twierdzy, czasach jej świetności, uzupełniając to materiałami ikonograficznymi. W bastionie Filip można poznano zbiory muzealne i obejrzano film.
W pawilonie muzealnym w bramie Sarbinowskiej  (kiedyś kursowały przez nią tramwaje) wzrok przyciągały eksponaty.
Na wałach obronnych, od strony Odry, jest tablica upamiętniająca ścięcie toporem por. von Katte, adiutanta osadzonego tutaj z woli ojca – Fryderyka II, późniejszego króla Prus zwanego Wielkim. Adiutant nie zapobiegł nieudanej ucieczce młodego księcia, więc poniósł srogą karę. Stare miasto znaczą dziś dwujęzyczne tablice z nazwami przedwojennych ulic, krzyż w miejscu zniszczonego potężnego kościoła.
Kamienice zrównane do piwnic robią posępne wrażenie. A przecież od 16.stulecia miasto było prężnym ośrodkiem za panowania Jana II Brandenburskiego. Tutaj za Jana Hohenzollerna, noszącego przydomek Kostrzyńskiego bito monety (trojaki i grosze srebrne). Twierdza i miasto wytrzymało nawałę ogniową podczas wojny 7. letniej. Nie ostało się podczas ataku Rosjan nacierających w prostej drodze na Berlin.

Wycieczka była edukacyjnie niezwykle ciekawa. Może trochę męcząca, ale po „zaliczeniu” Mc Donalda, nadwyrężone siły wróciły. Niezaprzeczalnym plusem była wspaniała przewodnicka opieka Grzegorza Urbanka.


Tekst i foto: Lech Malinowski

Lokalny Przekrój