Koronawirus nie zatrzymał Strajku Kobiet. Czarny Protest przeciwko zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej odbył się w Warszawie. Protest zorganizowano również w Międzyrzeczu.

Protest przybrał różne formy i zapewne ta forma demonstrowania wielu zaskoczyła, łącznie ze służbami porządkowymi. Protestujący gromadzili się pod sklepami, tworzyli swoiste dzieła malarskie i umieszczali je na balkonach … pomysłów na protesty było wiele, cel jeden: powstrzymać przyjęcie antyaborcyjnego projektu Kai Godek, który 15 i 16 kwietnia jest rozpatrywany w Sejmie. Prezydent Duda już zapowiedział, że chętnie go podpisze. Zapomniał tylko o tysiącach kobiet, które nie składają parasolek, nawet w dobie pandemii.

Protest w Międzyrzeczu
O wiele skromniejszy, ale równie wymowny jak ten warszawski.  W tej kwestii nie jest istotna ilość protestujących, to jeszcze nie ten etap. Być może w najbliższej przyszłości przybierze inną, bardziej liczną formę. Istotne jest to, że także w Międzyrzeczu zasygnalizowano to, że kobiety nie godzą się na tak restrykcyjną ustawę. Złość wśród kobiet budzi także to, że władze PiS wprowadzić chcą tą kontrowersyjną ustawę wykorzystując pandemię korona wirusa, uniemożliwiając tym samym społeczną dyskusję w tej kwestii.
Bez wątpienia liczyć się trzeba z tym, że okres kiedy funkcjonują społeczne obostrzenia będzie wykorzystywany przez PiS do wprowadzania także innych, nie mniej kontrowersyjnych ustaw.

„Jeżeli  zasłoniłam  usta  maseczką, 

to nie znaczy, że nie będę krzyczeć!”

FOTORELACJA: Tak było w Międzyrzeczu

Warszawski protest
W samochodach, na rowerach, a czasem pieszo, ale z zachowaniem bezpiecznego dystansu warszawianki i warszawiacy podczas epidemii protestowali przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej i kryminalizacji edukacji seksualnej.

– „W czasach pandemii, kiedy ludzie walczą o zdrowie, życie, bezpieczeństwo, kiedy padają firmy, ludzie tracą pracę, mieszkania, sejm zajmuje się projektami, zgłoszonymi przez fanatyków” – mówiła Barbara Nowacka komentując wprowadzenie do sejmowego porządku obrad obywatelskiego projektu zaostrzenia prawa antyaborcyjnego.

Policja była bezradna. Formalnie, ze względu na epidemię, obowiązuje zakaz zgromadzeń. Ale sznur samochodów i rowerzystów przejeżdżających w jednym momencie przez centrum Warszawy, ciężko uznać za nielegalne zgromadzenie.

Z głośnika policja nadawała komunikat wzywający do rozejścia się: „Mamy stan epidemii, prosimy o opuszczenie tego miejsca. Chroń siebie i bliskich”. Jednak zamiast wlepiać mandaty, funkcjonariusze starali się rozładować korek.

Kilka upomnień dostały osoby, które z plakatami stały na chodnikach. Po godzinie osoby kierujące pojazdami, które nie stosowały się do poleceń policji, zostały wylegitymowane i wręczono im mandaty. Ale nie za złamanie przepisów dotyczących zakazu zgromadzeń podczas epidemii, ale za złamanie przepisów ruchu drogowego, m.in. nieuzasadnione używanie klaksonu czy brak świateł.

Przypomnijmy, że kiedy w 2016 roku rząd PiS próbował wprowadzić prawo zaostrzające polskie przepisy aborcyjne, które i tak są jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie, wydarzył się Czarny Protest – masowy protest kobiet. Potem pojawił się projekt Godek, który udało się „zamrozić” kolejnym kobiecym buntem. 23 marca 2018 roku w Warszawie demonstrowało ponad 50 tys. osób, w całym kraju ok. 90 tys.

Teraz projekt wrócił, a sytuacja jest o wiele trudniejsza. Podczas gdy Polki pozbawione są możliwości protestowania przez restrykcje związane z koronawirusem, prezydent Duda ochoczo zapowiada do podpisania ustawy, nazywając aborcję morderstwem.