Wokół technologii 5G nadal mnożą się teorie spiskowe. Do tych powtarzanych od kilku miesięcy doszły nowe. W internecie pojawia się coraz więcej informacji, że 5G może osłabiać system odpornościowy człowieka, a tym samym zwiększać zachorowalność na koronawirusa. Izolacja, w której obecnie się znaleźliśmy, sprzyja rozprzestrzenianiu się nie do końca prawdziwych teorii.

Standard 5G cały czas wywołuje sporo kontrowersji, o czym świadczą chociażby doniesienia o nadajnikach 5G, które są niszczone przez przeciwników tej technologii.

Czym jest 5G?
To po prostu kolejna generacja telefonii komórkowej. Przeszliśmy długą drogę od 1982 roku, od „1G”. Były to pierwsze „cegły” wykonujące połączenia analogowe, 2G – telefonia cyfrowa umożliwiająca wysyłanie SMS-ów, 3G – dostęp do internetu i początek smartfonów, 4G – telefonia z transferem szybszym niż internet stacjonarny. Postępu w tej dziedzinie raczej zatrzymać się nie da i aktualnie jesteśmy świadkami wdrażania 5G, a warto podkreślić, że już trwają prace nad 6G.

Wdrażaniu kolejnej wersji łączności w ramach 5G towarzyszy wiele kontrowersji i nie do końca czytelnych przekazów, a to sprzyja rodzeniu się teorii spiskowych, których nie należy bagatelizować, bo jak widać, potrafią one prowadzić do przemocy. Od początku pandemii w różnych krajach podpalane były maszty telefonii komórkowej. Za pożary odpowiadają aktywiści widzący w sieci 5G zagrożenie dla zdrowia, a nawet przyczynę obecnego stanu rzeczy. Czy 5G może być odpowiedzialne za szybkie rozprzestrzeniania się koronawirusa?

Czy fale radiowe mogą mieć negatywny wpływ na zdrowie człowieka?
Tu należałoby się zastanowić, czy taki sposób zadawania pytania jest właściwy? Z pozoru wszystko jest OK., ale warto się zastanowić, czy na tak postawione pytanie w ogóle uda się udzielić jednoznacznej odpowiedzi, bo przecież w podobny sposób można zadać pytanie, np. Czy cukier jest szkodliwy? Czy alkohol jest szkodliwy? Wiemy, że tak, a jednak spożywamy jedno i drugie. Bo odpowiedź zależy od tego, ile spożywamy. W nadmiarze i woda może zaszkodzić.

Podobnie będzie w przypadku rozważań w kwestii szkodliwości technologii 5G. Tu w pierwszej kolejności należy najpierw ustalić trzy kluczowe sprawy: ile tego jest, o czym dokładnie mówimy oraz w jakim mechanizmie ma on szkodzić. Jeśli nie dokonamy właściwych ustaleń, to praktycznie można udowodnić także szkodliwość wspomnianej wody, bo przecież u 100% wyłowionych topielców stwierdza się w płucach zabójczą substancję, tzn. wodę. Czy to jest dowód na cokolwiek? No chyba tylko na głupotę.

Prawda jest taka, że fale radiowe, z którymi spotykamy się na co dzień, nie mają na nas praktycznie żadnego wpływu, choćby ze względu na bardzo małe natężenie. Wiele osób miało okazję w swoim życiu robić sobie rezonans magnetyczny. Do urządzenia wsadza się człowieka, do wnętrza wielkiego elektromagnesu i kieruje się na niego antenę radiową, która wysyła wiązkę fal radiowych o mocy nawet 20 W/kg, daleko przewyższającej moce nadajników radiowych. Czy po takim badaniu coś się niepokojącego dzieje z pacjentem? Czy zostaje u niego stwierdzony nowotwór na wskutek przeprowadzonego badania? Oczywiście, że nie, a samo badanie uważane jest za bezpieczne i nikt tego nie podważa.

Poza tym nie wszyscy na co dzień zdają sobie sprawę z tego, że tak naprawdę jesteśmy wręcz zanurzeni w morzu mikrofal. Bo generują je nadajniki RTV i systemy radioliniowej łączności. Z fal radiowych korzystają stacje bazowe i telefony komórkowe, ale i systemy GPS, Bluetooth (częstotliwość 2,4 GHz), czy bezprzewodowy internet, czyli Wi-Fi (od 2,4 do 5 GHz). Kiedy jednak osoby, które nie są za pan brat z fizyką, słyszą o mikrofalach, od razu mają przed sobą widok kuchenki z podgrzewanym w jedzeniem.

Bo 5G to większa liczba nadajników!
Ponieważ internet pełen jest obecnie różnorodnych teorii, warto zapytać, czy las anten, w którym za chwilę będziemy mieszkać może przyczynić się do zwiększonej zachorowalności na raka?

W trakcie konsultacji z onkologiem usłyszałem na samym wstępie pytanie: – „Na raka czego, mózgu? To jest najlepsze pytanie rozpoznawcze, pozwalające zrozumieć, jaki jest poziom merytoryczny rozmówcy. Jeśli widzicie gdzieś nagłówek zaczynający się od „dostał raka mózgu od…”, to już wiecie, że nie warto czytać dalej, bo…. nie można od niczego dostać raka mózgu. Po prostu nie ma takiej jednostki chorobowej”.

Rak, to nowotwór złośliwy wywodzący się z komórek nabłonkowych. Można więc mieć raka płuc, wątroby, trzustki czy jelita grubego. Można mieć guza mózgu, można mieć nowotwór, można mieć glejaka, ale z definicji nie można od niczego dostać „raka mózgu”.

Warto przy okazji w tym miejscu przypomnieć, że nowotwory to komórki naszego własnego ciała, które na skutek mutacji zaczęły zachowywać się nieprawidłowo, w tym rozrastać się bez opamiętania, naciskając na inne organy. Słowo klucz to mutacja, czyli zmiana w materiale genetycznym. To oznacza, że potencjalnie każdy czynnik, który jest w stanie uszkodzić DNA, może być rakotwórczy. Cały proces ewolucji i co za tym idzie zachodzące mutacje w organizmach ziemskich odbywały się na przestrzeni milionów lat. Mutacje zachodziły w organizmach, w czasie, kiedy nie było jeszcze na ziemi człowieka i technologii. Przykładem naturalnego czynnika, który stale oddziałuje nie tylko na człowieka, jest promieniowanie jonizujące, czyli np. promieniowanie rentgenowskie. Ma ono dość energii, żeby przeniknąć nasze ciało, a w jego wnętrzu „wyrywać” elektrony z atomów, czyli jonizować i w ten sposób uszkadzać DNA.

Co emituje telefon komórkowy?
Zależnie od technologii coś pomiędzy falami radiowymi, a mikrofalami. Niezależnie od szczegółów czy to 700 MHz czy 3,8 GHz, to i tak ich energia jest kilkanaście milionów razy mniejsza niż energia promieniowania rentgenowskiego. Nie mają one możliwości jonizacji. Podsumowując temat telefonii i nowotworów: było to już przedmiotem mnóstwa badań epidemiologicznych, które dowodzą, że nie ma żadnych istotnych zależności między częstotliwością użycia telefonu, a występowaniem nowotworów.

W czasie panującej pandemii
Przydatność nowoczesnej technologii w naszym codziennym życiu ukazuje właśnie okres pandemii i wprowadzonych ograniczeń. Szczególnie dzisiaj, w trudnym czasie, gdy wielu z nas musiała przestawić się na pracę zdalną, a uczniowie na naukę online, sieć 5G byłaby szczególnie przydatna i rozwiązałaby wiele problemów zawodowych, jak i tych w ramach codziennych kontaktów.

Być może dzięki masowej instalacji masztów, której nie udało się wprowadzić wcześniej na szeroką skalę w Polsce, dziś wszyscy mieliby dostęp do przepustowości sieci takiej, jaką umożliwia 5G.  To właśnie dzięki tej technologii nie byłoby mowy o nieudanych spotkaniach on-line. Wolne łącza internetowe i zerwane połączenia u uczestników zdalnego nauczania to duże obciążenie dla efektywności takiej pracy. Problem doskonale rozumieją ci, co prowadzą zajęcia zdalnie.

Dzięki parametrom, jakie oferuje 5G można robić wspólnie z kilkudziesięcioma osobami streaming w ultra HD.  Ba, można by nawet w trakcie takiego e-spotkania chodzić sobie po parku i nawet by się nikt nie zorientował, jak nasze urządzenie przełącza się pomiędzy stacjami bazowymi, bo opóźniania byłyby rzędu milisekund. 5G.

Artykuł z założenia nie ma zadania kogokolwiek przekonać do 5G. Chodzi o to, żeby pobudzić czytelników do samodzielnego poszukiwania rzetelnej wiedzy i w ślad za tym argumentów za i przeciw.
Jednego możemy być pewni – postępu raczej nie powstrzymamy. Zapewne nie powtórzy się ponownie, znany nam z historii okres wieków średnich, gdzie kościół katolicki za pomocą swojej świętej inkwizycji ścigał wszelkie przejawy postępowego myślenia, a tych których torturami nie udało się przekonać do wyrzeczenia się swoich teorii po prostu zabijano.
Obecnie toleruje się różne teorie, zarówno te naukowe, jak i zwykłą szarlatanerię. Nikt nie ściga wierzących w teorię płaskiej Ziemi i tych co uważają, że Jezus był Polakiem, a Maryja pochodzi z Częstochowy. Żyjemy w innych czasach i nikt nie powinien nikogo niszczyć tylko za to, że ma taki a nie inny ogląd świata. Z tym trzeba się pogodzić i ewentualnie strać się argumentami przekonywać, a nie stygmatyzować i niszczyć, bo to do niczego nie prowadzi. Musimy być świadomi faktu, że postępującego rozwoju technologii nikt nie zatrzyma i tego, że z dnia na dzień nie znikną z powierzchni Ziemi ludzie myślący inaczej.

Niemniej w ocenie świata i zachodzących w nim procesów, także tych społecznych i technologicznych warto kierować się nauką, a nie demagogią i dogmatami spreparowanymi przez zmotywowanych ideologicznie i często także ekonomicznie cwaniaków.

Niestety, nadal jesteśmy jako społeczeństwo strasznie słabi w wyłapywaniu i reagowaniu na taką propagandę i wszelkiej maści hochsztaplerów, pozwalamy również teoriom spiskowym i postawom antynaukowym szerzyć się w przestrzeni publicznej i nie rzadko na uczelniach.

Niewątpliwie temat 5G wywołuje nadal niemałe, społeczne emocje. Wspomniana problematyka często pojawiała się także w wiadomościach wysyłanych do Tomasza Rożka – znanego polskiego fizyka, dziennikarza i popularyzatora nauki.
Pan Tomasz postanowił w związku z tym poświęcić jeden z odcinków swojego programu „Nauka. To lubię”, temu standardowi, m.in. właśnie w kontekście informacji o 5G, które w ostatnich miesiącach krążą w sieci.