Z powodu epidemii koronawirusa mamy siedzieć w domach i nie wolno nam wychodzić na zewnątrz w błahych sprawach. Tak samo nie powinno się bez potrzeby siadać za kółkiem.

Pomijając kwestię, czy te ograniczenia są zgodne z prawem, bo łamią art. 52 konstytucji (nie są bowiem wprowadzone ustawą, a rząd nie wprowadził stanu wyjątkowego), trzeba się do nich na razie stosować, by nie narazić się na mandat i później nie walczyć przed sądem o jego anulowanie.

Prawnicy alarmują:  Póki nie zostanie wprowadzony stan nadzwyczajny, rozporządzenia są nieskuteczne!

„Z punktu widzenia interesu społecznego dla powstrzymania rozwoju epidemii zakazy powinny być przestrzegane. Natomiast patrząc od strony prawnej widzimy, że uchylanie się od respektowania zakazów nie może być karane. Przepisy ograniczające wolności i prawa przysługujące obywatelom, zostały wprowadzone bezprawnie. Ograniczenia swobód obywatelskich mogą być wprowadzane rozporządzeniem jedynie w stanach nadzwyczajnych” – czytamy w podjętej w piątek uchwale gdańskiej Okręgowej Rady Adwokackiej –”Wprowadzane stopniowo zakazy – mimo, że ich cel i rodzaj są przecież co do zasady słuszne – nie mogą być wykonywane przez stosowne władze, bo są wprowadzone (mamy nadzieje, że nie celowo) w pozbawiony skuteczności prawnej sposób.”

Co to oznacza?
ORA przypomina, że ograniczenia swobód obywatelskich mogą być wprowadzane rozporządzeniem jedynie w stanach nadzwyczajnych. A stan nadzwyczajny do tej pory nie został w Polsce ogłoszony. Tymczasem kolejne rozporządzenia, podkreślamy, że bardzo potrzebne w obecnej sytuacji, wprowadzane są nie tą drogą, jaką powinny być wprowadzane.

Czy to znaczy, że nie musimy ich przestrzegać?
Z punktu widzenia interesu społecznego dla powstrzymania rozwoju epidemii powinny być przestrzegane. Natomiast patrząc od strony prawnej widzimy, że uchylanie się od respektowania zakazów nie może być karane. W tym momencie powinniśmy wrócić do słowa Konstytucja. W Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mamy określone wolności i prawa przysługujące obywatelom.
Ustawa zasadnicza mówi, że może je ograniczać albo ustawa, albo – po wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego – rozporządzenie.
Tymczasem wszystkie zakazy nie są wprowadzane ustawami, ale rozporządzeniami – początkowo Ministra Zdrowia, a od 31 marca przez Radę Ministrów. 31 marca Minister Zdrowia uchylił wprowadzone przez siebie zakazy.

Pierwsze z trzech podstawowych ograniczeń dotyczy zasady używania samochodu. Powinniśmy korzystać z samochodu jedynie w ważnych sprawach – jadąc do sklepu, apteki, do lekarza, do pracy, czy do służby w charakterze wolontariusza.

Samochodowe wyjazdy w celach rekreacyjnych w czasie powszechnej kwarantanny nie są wskazane. Może się więc zdarzyć, że kierowca zostanie zatrzymany do kontroli drogowej i usłyszy pytanie o cel jego jazdy.

Po drugie, jeśli dysponujemy pojazdem, w którym jest więcej niż dziewięć zdjęć siedzących, to musimy liczyć się z takimi ograniczeniami jak w transporcie publicznym – pasażerowie mogą zajmować tylko połowę dostępnych miejsc – przy czym nie chodzi naturalnie o to, by odgrodzić połowę pojazdu i pasażerów zgromadzić w jednej z części, ale by nie siedzieli oni przy sobie.

W samochodach osobowych, w których zgodnie z dowodem rejestracyjnym mamy jedno miejsce pasażera, trzy, lub cztery (nie licząc kierowcy), możemy przewozić maksymalnie dokładnie tyle samo osób. Nie ma innych ograniczeń pod tym względem.

Ostatnia ważna zmiana związana jest z wiekiem kierowcy. Ograniczenia obecnie wprowadzone mówią o tym, że osoby poniżej 18. roku życia mogą przebywać poza domem w towarzystwie osób dorosłych. Tym samym kierowcy, którzy mają mniej niż 18 lat, muszą mieć dorosłego pasażera. Prawo jazdy jest bowiem dostępne dla osób niepełnoletnich – to kategorie A1, B1 i AM.

Dwie pierwsze mogą trafiać do rąk 16-latków, trzecia – już 14-latka. Dotyczą one odpowiednio motocykli, których moc nie przekracza 15 KM (lub 20 KM jeśli w grę wchodzi trójkołowiec), samochodów o masie własnej do 550 kg przy przewozie rzeczy i 400 kg w przypadku przewozu osób, a także – przy kategorii AM – samochodu, którego maksymalna prędkość nie przekracza 45 km/godz.

Ogłoszenie stanu epidemii nie uzasadnia takich kroków?
Stan epidemii, powinien wiązać się ze stanem klęski żywiołowej. Jest on w zasadzie jednym ze stanów nadzwyczajnych. Zmiana stanu prawnego z 31 marca – czyli wydanie rozporządzenia przez Radę Ministrów też może rodzić pytanie, czy czasem nie mamy już obecnie do czynienia z prawnie ogłoszonym stanem klęski żywiołowej.
Byłby on wprowadzony w identyczny sposób, identycznym aktem prawnym, z – w zasadzie – identyczną treścią, zmieniłby się jedynie tytuł.

Gdyby rząd chciał naprawdę walczyć z koronawirusem, to w pierwszej kolejności w należyty sposób przygotowałby nasz kraj na nadejście epidemii wtedy, kiedy był na to czas. Uruchomiłby kampanię informacyjną i edukacyjną dla obywateli. Zaopatrzyłby należycie polskie szpitale. Czy to wszystko zostało zorganizowane w styczniu i w lutym?

Obecnie zamiast doprowadzić do całkowitego zamknięcia kościołów i targowisk, gdzie kontroli i odpowiedzialności za to co się tam dzieje praktycznie nie ma. Mało tego zarządza się, że w kościele może jednorazowo przebywać 50 osób nie licząc kościelnej obsługi! Czy to jest racjonalne?

Jedno jest pewne miejsca te powinny być zamknięte w pierwszej kolejności i na pewno przed zamknięciem dostępu do lasów.  Warto przypomnieć, że wstępu do lasów nie ograniczali Niemcy podczas okupacji Polski. Do lasu nie zabraniano wchodzić podczas stanu wojennego.  Korzystania z dobrodziejstw lasu zabronił nam rząd pisu, który w dużym stopniu będąc uzależnionym od kościoła nie jest obecnie w stanie podejmować służących obywatelom racjonalnych, decyzji.

Mandatem karani są obywatele za przebywanie na własnej działce i podczas mycia auta.  Służby porządkowe mają praktycznie wolną rękę i ukarać mogą zatrzymanego obywatela według własnej subiektywnej oceny, bo kwestii tej w żaden sposób ustawodawca nie uregulował, bo nie było przecież nie przyjęto żadnej ustawy.

Dowodem na brak logiki i trzeźwej oceny jest to, że każdemu mającemu odrobinę oleju w głowie oczywistym jest to, że w zamkniętej kościelnej przestrzeni wśród ponad pięćdziesięciu osób łatwiej się zarazić niż podczas spaceru z psem na leśnym szlaku.