5 listopada, br. w Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej odbyło się otwarcie wystawy fotograficznej studentów Uniwersytetu Zielonogórskiego i BTU CS Cottbus z terenu Krzystkowic/DAG Christianstadt, pt. „Ślady Historii”.

Wystawa odbywa się w ramach Dni Polsko-Niemieckich. Hasło przewodnie tegorocznych obchodów brzmi:

„Odkrywamy to, co nas łączy / Entdecken wir, was und verbindet”

Przybyłych gości powitał Andrzej Kirmiel, dyrektor Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej, który na wstępie przedstawił kuratora wystawy, panią Barbarę Krzeszewską-Zmyślony z Centrum Kultury i Języka Niemieckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego, która dokonała pięknego i co istotne bardzo merytorycznego wprowadzenia do wystawy.

AUDIO – Andrzej Kirmiel


Pani Barbara Krzeszewska-Zmyślony na wstępie swojego wystąpienia przekazała garść informacji na temat działalności Centrum Kultury i Języka Niemieckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego, które z powodzeniem działa już od 23 lat.
Koncepcja utworzenia Centrum Kultury i Języka Niemieckiego w ramach zielonogórskiej uczelni zrodziła się w 1992 roku w ówczesnej Wyższej Szkole Inżynierskiej w Zielonej Górze. W związku ze zmianami, jakie zaszły w Polsce, Centrum miało stać się ośrodkiem promocji kultury i języka niemieckiego na obszarze polskiego pogranicza z Niemcami. Działania Centrum ukierunkowane zostały na budowanie porozumienia polsko-niemieckiego w myśl zawartych w latach 1990-91 traktatów o potwierdzeniu istniejącej między RFN a RP granicy oraz dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Traktaty te, a także

AUDIO – Barbara Krzeszewska-Zmyślony

Następnie pani Barbara płynnie przeszła do opowieści o Krzystkowicach – obecnie dzielnicy Nowogrodu Bobrzańskiego i o wystawie poświęconej fabryce amunicji DAG Christianstadt.

AUDIO – Barbara Krzeszewska-Zmyślony

Wystawa jest efektem pracy studentów z Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz Brandenburskiego, którzy wykonali zdjęcia na terenie dawnej fabryki amunicji DAG Christianstadt.  Zakład ten działał od II wojny światowej jako obóz pracy przymusowej. Szacuje się, że fabryka zaczęła działać w 1941 roku jako element koncernu IG Farben.
W obrębie kompleksu znajdowała się również filia obozu koncentracyjnego Gross Rosen. To właśnie jego więźniowie stanowili znaczną część siły roboczej.

Rząd Trzeciej Rzeszy zaplanował budowę jednej z największych fabryk amunicji na terenie całych ówczesnych Niemiec jeszcze przed wojną. Budowę rozpoczęto w 1939 r. na terenie obecnych Krzystkowic (dzielnicy Nowogrodu Bobrzańskiego).

Do budowy fabryki Niemcy ściągnęli robotników z Belgii, Francji, Czechosłowacji, Holandii, Jugosławii. Pracowali tu Żydzi, a samych Polaków było ok. 5 tys. Przez obóz przewinęło się 20 tys. robotników, choć różne źródła podają, że mogło być ich ponad 40 tys. Wielu z nich zginęło w eksplozjach, które często były także efektem sabotażu. Co Niemcy zrobili z ciałami umierających tu tysiącami ludzi? Do dziś nie ustalono. Prawdopodobnie ich groby wciąż czekają na odkrycie. Być może znajdują się na terenie kompleksu leśnego na którym wybudowano fabrykę. Pamiętajmy, że do tej pory ziemia w tym miejscu nie została przebadana i nadal skrywa tajemnice z tamtych jakże tragicznych czasów.

W efekcie prac budowlanych powstało w tym miejscu ok. 400 obiektów z własną elektrownią i ciepłownią, na powierzchni ponad 20 km². W latach 1940-1945 produkowano w tej fabryce amunicję, różnych kalibrów oraz materiały wybuchowe.
Obecnie z dawnej fabryki amunicji pozostały tylko ruiny budynków, budzące niekiedy grozę konstrukcje żelbetonowe, potężne silosy, ruiny hal produkcyjnych oraz tory kolejowych bocznic. Niektóre z urządzeń zostały zdemontowane i wywiezione krótko przed ofensywą armii radzieckiej. Pozostałe elementy wywieźli Rosjanie.

Obecnie wielu miłośników militariów wierzy, że potężne silosy były wyrzutniami rakiet V1 i V2. W rzeczywistości jednak służyły do przechowywania materiałów wybuchowych.
Studenci na swoich zdjęciach ukazali również, tzw. pochylnię, która rozbudzała wyobraźnię niejednemu zwiedzającemu teren dawnej fabryki. Niestety na próżno można się tu doszukiwać sensacji. Konstrukcja ta była odpowiedzialna za wciąganie wagonów z węglem do umieszczonej powyżej kotłowni. Inna zwracająca uwagę budowla to ozdobiony płaskorzeźbą budynek dowództwa – dyrekcji fabryki, która w tajnych niemieckich dokumentach nosiła kryptonim Wiąz.

Fabryka była jak na tamte czasy bardzo zaawansowana, miała zdublowane podstawowe systemy, które w pełni zabezpieczały proces produkcyjny, nawet gdyby dokonano skutecznego nalotu. Obiekty były starannie maskowane, tak, że zwiad lotniczy nie był w stanie na podstawie zdjęć ustalić, co dokładnie w tym miejscu się znajduje.

Wystawa ukazuje teren byłej fabryki i jej ruiny uchwycone obiektywem studentów oraz nawiązuje do mrocznej przeszłości tego miejsca. Młodzi Niemcy i Polacy starali się uwiecznić swoje odkrycia na zdjęciach, które pokazano nawet w siedzibie berlińskiego parlamentu. W projekcie wzięło udział około 150 osób z Uniwersytetu Zielonogórskiego, Euroregionu Sprewa Nysa Bóbr oraz Uniwersytetu Technicznego w Cottbus. Celem fotograficznego projektu studentów była chęć podtrzymania pamięci o tych trudnych czasach.

Barbara Krzeszewska-Zmyślony, Centrum Kultury i Języka Niemieckiego Uniwersytetu Zielonogórskiego

Spotkanie zakończyło się krótką dyskusją, a następnie wszyscy zeszli do piwnic muzealnych gdzie w sali wystawienniczej została przygotowana wystawa.

Zachęcamy do odwiedzenia Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej i zwiedzenia wystawy po to, żeby zobaczyć techniczny i architektoniczny aspekt prezentowanych budowli inżynierskich, a także to jak czas i przyroda powoli zacierają ślady historii. Warto podkreślić, że o niemieckiej fabryce społeczeństwo, zarówno polskie jak i niemieckie ma bardzo małą wiedzę. Przez wiele lat teren był niedostępny i w związku z tym ukazywało się niewiele publikacji poświęconych historii tego miejsca, którym obecnie administrują Lasy Państwowe i dla których z kolei ruiny stanowią nie lada kłopot.

Ruiny niemieckiego kompleksu militarnego w przeciwieństwie do fortyfikacji Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego nie doczekały się jeszcze pomysłu na ich wykorzystanie i zagospodarowanie. Pomysłów jest wiele i każdy w zasadzie mógłby zostać tam zrealizowany, bo teren jest naprawdę rozległy. Niestety jak to w takich sytuacjach bywa wszystko rozbija się o kwestię finansowania. Kosztów sensownego zagospodarowania poniemieckich ruin nie udźwignie budżet gminy i zapewne województwo miałoby problem ze znalezieniem odpowiedniego źródła finansowania. Na Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w obecnej rzeczywistości politycznej raczej liczyć nie można i w związku z tym temat jeszcze będzie oczekiwał na rozwiązanie przez wiele lat.

FOTORELACJA

kliknij na zdjęciu aby powiększyć /zdjęcia: Kazimierz Czułup/