szymon hołownia 001
Lider Polski 2050 Szymon Hołownia

Lider Polski 2050 Szymon Hołownia na Facebooku w emocjonalnym wystąpieniu odniósł się do sytuacji dzieci koczujących na polsko-białoruskiej granicy.

Poniżej prezentujemy nagranie wraz z transkrypcją. 

Moi drodzy postanowiłem zwrócić się do was raz jeszcze. Właśnie w tej ulubionej przeze mnie formie live’a, żywego spotkania z wami. Nie jakiegoś nagrywanego orędzia, nie wiadomo jakiego wystąpienia, bo sprawa, o której chcę jeszcze raz głośno, wyraźnie, w jednym miejscu powiedzieć, jest sprawą, która wymaga osobistego kontaktu. Która wymaga tego, żebyśmy popatrzyli sobie w oczy, ale żebyśmy też popatrzyli sobie w serca. Cytowałem już wielokrotnie i bardzo głęboko przejmuję się tym zdaniem, które wypowiedział kiedyś któryś z polityków, że polityk nie jest od tego, żeby mówić ludziom wyłącznie to, co chcą usłyszeć, ale, że jest również od tego, żeby mówić im rzeczy, które powinny być powiedziane.

To jest właśnie taki moment. To jest właśnie ta chwila, kiedy trzeba powiedzieć rzeczy, które powinny być powiedziane. Ale to są też rzeczy, które chcielibyśmy usłyszeć. Które są w naszych sercach, które bardzo głęboko każdy z nas ma w sobie wyryte: niezależnie od tego, czy głosuję na lewą czy prawą stronę, jestem o tym głęboko przekonany. Nie do zniesienia są te obrazy, które docierają z naszej wschodniej granicy pokazujące krzywdę cierpiących na niej dzieci. I nie ma znaczenia, kiedy patrzy się na dwulatka, około 2-latka – może 1,5 roczne dziecko, które ledwo co zaczęło chodzić w tak strasznie brudnym śpioszku, którego z całą pewnością nie było w czym uprać, które idzie do swojej siostry czy do swojej mamy. Kiedy patrzy się na kilkuletnią dziewczynkę tulącą w przerażeniu swojego jedynego misia. Kiedy się na to wszystko patrzy, człowiekowi stają przed oczyma obrazy, które doskonale przecież pamięta z lekcji, na których uczono nas jak straszną rzeczą jest wojna. Z opowieści, z filmów, z kart książek, które rozdzierały nasze serca. Tylko że dzisiaj to nie jest telewizja. Dzisiaj to nie są karty książek. Dzisiaj to nie są umoralniające lekcje. To dzisiaj, to dzieje się na granicy Rzeczypospolitej Polskiej.

Samotne, głodne, biedne, opuszczone przez wszystkich poza swoimi najbliższymi dzieci, które polska straż graniczna, funkcjonariusze z orłem – z którego jesteśmy tak dumni – na czapce, odwożą na granicę i zostawiają w środku pustkowia, w środku lasu, gdzieś na terenach, na których nikt dzisiaj z nas nie chciałby się pewnie zapuszczać – tę pogodę, którą widzimy za oknem. Radźcie sobie sami.

Co się z nami stało, że te naturalne odruchy troski o dziecko? Te naturalne odruchy, które każą natychmiast ratować dziecko, które widzimy, że znajduje się w tarapatach, nakarmić, ogrzać, wezwać pomoc? Co się z nami stało, że doprowadziliśmy się do miejsca, w którym zamiast ogrzać to dziecko, nakarmić, umyć, zabezpieczyć w suchym bezpiecznym miejscu, odwozimy z powrotem do lasu? W niepogodę, w deszcz, na chłód, bo tego wymaga od funkcjonariuszy idiotyczne i niezgodne z prawem rozporządzenie jednego z ich przełożonych.

Wielokrotnie o tym mówiłem i powtórzę raz jeszcze. Bezpieczeństwo polskiej granicy jest rzeczą świętą. Ta granica powinna być bezwzględnie i dobrze chroniona. To powinna być granica, która nam, ale też i obywatelom Unii Europejskiej – bo jest przecież zewnętrzną granicą Unii – zapewnia poczucie, że mamy kontrolę nad tym co dzieje się w naszym kraju. Ale do czego doprowadzimy siebie i tę Unię Europejską, której częścią jesteśmy, jeżeli dzisiaj będziemy traktowali dwu czy czteroletnie dzieci jak worki ze śmieciami, jak piłeczki, które można odbić sobie na drugą stronę, jak coś niepotrzebnego, co można wywieźć i zostawić w lesie? Co się z nami stało, kiedy przychodzi do nas i zadaje nam pytanie o nasze człowieczeństwo, a nie o poglądy polityczne, to dwuletnie albo czteroletnie dziecko? Dorosły inna rozmowa, można oczywiście mieć wątpliwości, można pytać – nawet trzeba pytać – ale jeżeli ktoś jest chory, jeżeli ktoś jest umierający, jeżeli ktoś jest głodny, jeżeli ktoś jest słaby, jeśli ktoś jest dzieckiem?

Co się z nami stało, co pozwoliliśmy ze sobą zrobić? Żebyśmy na takie pytania odpowiadali w ten właśnie sposób: bezpieczeństwo nigdy nie wyklucza człowieczeństwa. Kraj, dumny kraj 38 milionów ludzi, kraj, który wstał z kolan, boi się dwulatka czy czterolatki.  Czy to jest kraj, który razem zbudowaliśmy? Z którego chcemy być dumni? Który uważamy, że idzie w dobrą stronę? Bardzo Was dzisiaj o to proszę, żebyście nie dali się zwodzić dalej tej tępej i głupiej propagandzie, niemającej nic wspólnego z budowaniem naszego bezpieczeństwa. Nasze bezpieczeństwo jesteśmy w stanie sobie zapewnić bez przekraczania międzynarodowego prawa, takiego jak Międzynarodowa Konwencja Ochrony Praw Dziecka, ale też bez przekraczania elementarnej przyzwoitości.

Premier Morawiecki w 2018 roku mówił o tym, że chce polski dumnej jak pędząca husaria i szczęśliwej jak uśmiech dziecka. Panie premierze Morawiecki, z tymi skrzydłami husarii może pan sobie zrobić wie pan doskonale co w sytuacji, w której dzieci na polskiej granicy traktowane są przez funkcjonariuszy polskiego państwa w taki właśnie sposób w jakiej dziś traktuje je pana administracja.

To się w głowie nie mieści. W kraju, który opowiada się za cywilizacją życia. Który miał ręce obrzękłe od oklaskiwania kolejnych przemówień Ojca Świętego. Który zaczytuje się w religijnej literaturze i opowiada się jako ten jedyny, który będzie bronił dzisiaj w Europie najświętszych wartości. W tym kraju, kiedy przychodzi prosty test, wymagający od nas tylko i wyłącznie dania ciepłego schronienia, trochę jedzenia, suchego miejsca do przebrania i możliwości uprawiania swoich ciuchów – być może miejsca, w którym mama będzie mogła spokojnie przytulić swoje dziecko – ten kraj nie ma ludziom, dzieciom w takiej sytuacji się znaleźli nic do zaoferowania.

Nic, poza tym, że wywiezie je do lasu. Dobrze chociaż, że nie przywiąże ich do drzew. Nie mam słów na to oburzenie, które dzisiaj we mnie jest, kiedy na to patrzę. Niektórzy powiedzą mi – tak jak być może powiedzieliby niektórzy z moich kolegów czy koleżanek polityków – ojej, nie wychylaj się, sondaże. W nosie mam sondaże, gdy chodzi o życie i zdrowie człowieka, gdy chodzi o życie i zdrowie dziecka! Jeżeli dzisiaj okłamywałbym was, że mnie to nie rusza, to nie zasługiwałbym na nawet jeden Wasz głos.

Umówiłem się idąc do polityki, że będę z wami szczery. Jestem więc szczery mówiąc wprost: jesteśmy dziś w stanie zapewnić Rzeczypospolitej człowieczeństwo bez nieludzkiego traktowania tych małych dzieci, których zdjęcia obiegają dziś internet. Jesteśmy w stanie być ludźmi, zachować człowieczeństwo, być wierni naszym wartościom i nadal żyć bezpiecznie i spokojnie w Rzeczpospolitej. Bo 38 milionowy kraj nie może trząść portkami ze strachu, wystawiając ludzi z karabinami przeciwko dwulatkom i czterolatkom.

Dość tego! Gdzie jest miara tej obrzydliwości? To już nie jest kwestia konferencji prasowych na których, żeby przestraszyć nas, a później przytulić, ucieka się do manipulacji i wrzucania jakiś absurdalnych materiałów. To opowieść o nas, a nie o Kaczyńskim, Morawieckim, Wąsiku czy o Kamińskim. To opowieść o tym co oni z nami robią, jak bardzo degradują nas jako ludzi, jak bardzo wpychają nas w rejony, w które nigdy nie powinniśmy iść.

Drukują nas, obcinają, ograniczają. Sprawiają, że jesteśmy ludźmi, którymi nigdy nie powinniśmy być. Polska to naród ludzi wolnych, mądrych, solidarnych, czułych i troskliwych. I prowadząc moje 2 fundacje doświadczyłem tego nadmiaru polskiej hojności, polskiego wsparcia, polskiego otwartego serca, polskiej wyobraźni i miłosierdzia. Widziałem to na każdym kroku, widziałem to 1000 razy i wiem, jacy jesteśmy.

My nie jesteśmy ludźmi, którzy widząc dwuletnie dziecko w brudnym śpioszku, zziębnięte i nie umyte od bardzo dawna – być może głodne – zapakują je do uzbrojonego konwoju, wywiozą na granicę i zostawią w lesie. My po prostu nie jesteśmy takimi ludźmi! Bardzo was proszę, żebyście nigdy nie dali sobie wmówić, że takimi ludźmi jesteśmy. Bo nie jesteśmy i nie jesteście: nawet jeżeli oni ze swoich politycznych powodów będą próbowali z nas takich ludzi zrobić.

Chrzanić sondaże! Chrzanić propagandę. Serce musimy mieć tam, gdzie je mamy. Oczy tam, gdzie je mamy, ręce tam, gdzie je mamy i głowę tam, gdzie powinna być. A dzisiaj nasze serce, nasza głowa i nasze ręce powinny zgodnie twierdzić i zgodnie pokazywać, że nie będzie żadnej Rzeczpospolitej, jeżeli będzie traktowała dzieci jak worki ze śmieciami, które można wywozić do lasu (czego też oczywiście nie powinno się robić).

To co dzisiaj widzimy to podkopywanie istoty tego, kim jesteśmy, a więc działanie na szkodę Rzeczpospolitej. Naprawdę uwierzcie mi, możliwe jest to, żeby Rzeczpospolita była bezpieczna i nie torturowała dzieci. To naprawdę wyklucza się wzajemnie tylko w głowach ludzi, którzy tak strasznie nie umieją w rozwiązywanie problemów, że stale – czasem kosztem ludzkiego życia i śmierci – muszą tworzyć nowe.

Koniecznie chciałem spotkać się z wami. żeby powiedzieć wam o tym wprost w twarz, jasno i wyraźnie. Nie wiem, czy pójdziecie w tym ze mną. Wierzę, że tak, że jest nas więcej. Idąc do polityki trzeba pamiętać o tym, że nie zmieniasz się w polityka, w którym do tej polityki idziesz, tylko pozostajesz sobą. Jesteś wierny swoim wartościom, jesteś uczciwy z ludźmi. Nie siedzisz i nie czekasz co powie ci sondaż, żeby im powiedzieć, tylko mówisz wprost, kiedy trzeba wprost zabrać głos, kiedy trzeba powiedzieć to, co wszyscy czujemy.

Myślę, że dzisiaj jest nas wielu, którzy patrząc bezradnie na te zdjęcia krążące po internecie, czujemy gniew. Czujemy wściekłość, czujemy niezgodę i chcielibyśmy bardzo głośno powiedzieć nie w naszym imieniu. Rzeczpospolita to dumne państwo mądrych, solidarnych ludzi z wielkimi sercami.

szymon hołownia 002Zróbmy proszę wszystko, żebyśmy nigdy nie dali sobie wmówić, że jest inaczej. Żebyśmy nie przekreślili, nie zakwestionowali tych wszystkich pięknych rzeczy, które mamy zawiesić ze strachu przed dwulatkiem i czterolatką, który próbuje zaszczepić w nas mistrz propagandy. Mistrz, który nie umie inaczej rządzić niż dzieląc, strasząc, szczując i robiąc z nas nasze własne karykatury. Nigdy mu na to nie pozwólmy. Nigdy nie dopuśćmy do tego, żebyśmy uwierzyli w to, że jesteśmy tacy, jakimi on chciałby nas widzieć.


ŹRÓDŁOZiemia Międzyrzecka