Przyznam, że nie bywam często w Pszczewie na corocznym kolorowym Jarmarku Magdaleńskim. W tym roku skusiły mnie nie banalne propozycje koncertowe w drugim dniu Jarmarku.

Scena muzyczna usytuowana w  samym centrum miasteczka. Za chwilę meksykańskie rytmy z zespołem Mariachi i Los Amigos. Muzycy ubrani w tradycyjne narodowe stroje. Na głowach duże sombrera czyli kapelusze, spodnie i kamizelki bogato zdobione wyszywaną ornamentyką, pod spodem białe koszule. Jak przystało na artystów duża mucha z materiału wiązana na szyi dodawała uroku wykonawcom. Tradycyjne instrumentarium, czyli gitara meksykańska  (5 strunowa), skrzypce i gitaron (jakby akustyczna gitara basowa). Wiele znanych pieśni z przewagą folkloru meksykańskiego mieniły się bogactwem rytmów i pięknymi dźwiękowymi frazami. Podobno znany podróżnik Wojciech Cejrowski w swych bezkresnych podróżach, min. po Meksyku trafił na tych wykonawców i ich wylansował.

Folkowy koncert zespołu S.M.A. w składzie: dwie wokalistki, gitara i instrumenty klawiszowe. Choć wszyscy mają gruntowne wykształcenie muzyczne (ukończone akademie muzyczne) słychać w ich śpiewie na głosy poszukiwania melodii polskich, ukraińskich i łemkowskich. Wykonując je, kultywują tradycje i zapobiegają po prostu ich zaginięciu.

Niekwestionowaną gwiazdą tegorocznej edycji Jarmarku Magdaleńskiego w Pszczewie zdaniem bardzo wielu słuchaczy była Kapela ze Wsi. To pierwotna nazwała tej formacji grającej muzykę folkową. Czasami życie przynosi ciekawe niespodzianki. Wskutek przejęzyczenia konferansjera, który zapowiedział Kapelę ze Wsi Warszawa i ta rozszerzona pomyłkowo nazwa  spodobała się wykonawcom. Taką nazwą się posługują. Tradycyjne pieśni poddane przefiltrowaniu przez osobowości artystyczne brzmiała ubogacona głosowo i instrumentalnie. Skrzypce, cymbały, lira korbowa,  fidel, trąbka, kontrabas, urozmaicone perkusjonalia. Śpiew na głosy mocno okraszony instrumentalnie, poddany zabiegom rytmicznym to jakby wykonawcy śpiewali i grali całym sobą, jakby byli w transie. Pięć nagród muzycznych „Fryderyki” samo mówi za siebie.
Nawiasem mówiąc, miałem okazję pierwszy raz słuchać Kapeli ze Wsi na żywo.

Tych trzech różnorodnych wykonawców mniej więcej mieściło się w stylistyce muzyki folkowej. Chętnie pozowali do licznych zdjęć. Można było nabyć płyty z autografami, co stanowi dużą wartość kolekcjonerską.

FOTORELACJA

kliknij na zdjęciu aby powiększyć /zdjęcia: Zdzisław Musiał/


Zapowiadany zespół  SOUND’NGRACE jako gwiazda wieczoru po trzech minutach słuchania opuściłem to miejsce. Zdecydowanie to nie moje klimaty. Na scenie aż 14 wykonawców. Sądząc po tłumie głównie młodych słuchaczy pod scena chyba się podobał.

Miedzy koncertami można było obejść niezliczone stragany i punkty gastronomiczne. Kupić na nich można było chyba wszystko. Kto lubi takie klimaty niech za rok przyjedzie do Pszczewa otoczonego kilkoma jeziorami. Ale to już temat na inny tekst.


Z wakacyjnym pozdrowieniem
Zdzisław Musiał

Lokalny Przekrój