Jedni jesienią do lasu udają się na grzyby, bo przecież to sezon, a w Janowie mieszkańcy postanowili pójść do lasu w celu uporządkowania zapomnianego i zaniedbanego cmentarza.

Cmentarze to zazwyczaj niemal jedyni świadkowie tego, co pozostało po osobach, które dawniej żyły na tych terenach. Ich ostatnie ślady. Przedmioty codziennego użytku najczęściej zostają przejęte przez spadkobierców i wchodzą w krąg życia, są nadal aktywne. Podobnie dzieje się z ziemią. Budynki z kolei często się rozbiera. Natomiast cmentarzy w pewnym momencie się nie użytkuje i zapomina się o nich. Często pozwala się im zarosnąć, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że okoliczni mieszkańcy po wojnie nierzadko sami te miejsca dewastowali. Po wojnie pobierano z nich tak zwany surowiec. Zabierane były płyty nagrobne i rozkradane ogrodzenia, które następnie lądowały na prywatnych posesjach.

Na podupadłych, zapomnianych miejscach pochówku w naszym regionie spoczywa wielu ludzi różnych wyznań. Umierali, kiedy rządziła tu administracja niemiecka. Umierali także po wojnie. Stan utrzymania poszczególnych miejsc pochówku niestety w wielu przypadkach nie świadczy dobrze o naszym społeczeństwie.

Cmentarze ewangelickie, chociaż opuszczone i zapomniane, to często zachowane są w lepszym stanie niż katolickie, które z czasem były ponownie użytkowane i stare groby znikały. Z kolei niektóre żydowskie cmentarze w naszym regionie najczęściej zrównano z ziemią. Części nadziemnej, czyli nagrobków nie ma, więc nie ma też czego ratować. A cmentarze ewangelickie niszczały przez 80 lat, a jednak tej tkanki architektonicznej, sepulkralnej nadal jest na nich sporo.

Cmentarz ewangelicki w Rańsku, to typowo wiejski cmentarz, więc jedyne, co może się na nim pojawić, to obok grobów dawnych gospodarzy tych ziem także groby pastorów albo nauczycieli szkół wiejskich, kantorów czy sołtysów. Czyli osób, które pełniły znaczącą funkcję w danej społeczności. To również jest cenna informacja, która mówi o tym, jak była zbudowana struktura danej osady czy wsi. Co dawniej funkcjonowało w danej miejscowości, która dziś zwykle spełnia jedynie funkcję mieszkalną, nie ma w niej już szkoły ani kościoła.

Takim zapomnianym cmentarzem jest cmentarz ewangelicki w lesie około 600 m od przydrożnego krzyża, w Rańsku.  Było to miejsce zapomniane przez ludzi. Zostały tylko dwie płyty nagrobne w miarę dobrym stanie, resztę zniszczyli bezmyślni wandale.

Aby przywrócić pamięć o minionych czasach i ludziach, którzy odeszli, a przede wszystkim uporządkować stary cmentarz, 11 października o 13:00 u sołtysa Janowa, Józefa Gajasa zebrała się grupa 12. osób, mieszkańców z Janowa, Rańska i Pszczewa chętnych do pracy. Grupę wsparli członkowie Stowarzyszenia Szymona Hołowni z międzyrzeckiej grupy. Do pracy zgłosiła się, między innymi Ewa Walkowska, dyrektor pszczewskiego Domu Kultury. Natomiast mieszkaniec Rańska wspomógł całą akcję ciągnikiem, dzięki któremu udało się z cmentarza usunąć stare powalone drzewa i butwiejące gałęzie. Ciekawostką jest to, że kierowca traktora porządkował cmentarz, na którym leży jego przodek. Niestety, problemem jest to, że na zdewastowanym cmentarzu nie można ustalić mogiły, w której spoczywa pradziadek. Smutne …

 – „Obok nas jest miejsce zapomniane przez wielu ludzi, jest to cmentarz poniemiecki. Część płyt pomnikowych rozkradziono, a cmentarz zdewastowano. Rozkradziono słupy ogrodzenia cmentarza” – mówi sołtys Janowa.

W trakcie prac porządkowych stwierdzono, że w jednej z mogił odkryte zostały szczątki ludzkie, a kości bieleją w słońcu. Czy to dzieło zwierząt? To raczej wątpliwe, bo to przecież stare groby. A może to ludzie szukali „skarbów” w dawno zapomnianych mogiłach? To tylko świadczy o ich poziomie kultury i świadomości.

 – „Nie pozwólmy, aby szczątki ludzi spoczywały w takich warunkach, aby hieny cmentarne żerowały i zakłócały wieczny spoczynek” – apeluje Józef Gajas i dodaje – „Chciałbym zachęcać mieszkańców do tego, żeby pamiętali i częściej dbali o tego typu miejsca.”

Po akcji sprzątania cmentarza chętni spotkali się w domu sołtysa Janowa na kawie. Było też ciasto i inne słodkości, to tak na podreperowanie sił.
Podczas rozmowy ustalono, że akcję trzeba będzie powtórzyć i zaczętą pracę dokończyć.

„Jestem przekonany, że akcję trzeba jeszcze raz powtórzyć. Podobnie myślą uczestnicy tej spontanicznej akcji. Podczas kolejnego spotkania będziemy starali się dokończyć rozpoczętą akcję porządkowania cmentarza. Chciałbym, żeby to się odbyło jeszcze w październiku, przed 1. listopada, przed Dniem Zmarłych. Z pewnością nie uda się wszystkiego zrobić, nie zbudujemy, na przykład ogrodzenia, ale to trzeba zostawić na późniejszy okres” – zapowiada Józef Gajas.

Sprawa porządkowania cmentarza nie jest tak prosta jakby się wydawało. Te sprawy reguluje prawo. Obecny stan tych cmentarzy, to między innymi skutki polityki dawnych władz Polski Ludowej. Niestety dokonania ówczesnych włodarzy chluby nam nie przynoszą. Obecnie pozostaje nam  zachować się przyzwoicie.

Być może warto w tej kwestii pomyśleć kompleksowo i w przyszłości przenieść szczątki i pamiątkowe tablice nagrobne, na przykład na teren nieczynnego cmentarza przy ulicy Stoczniowców Gdańskich 1970 w Międzyrzeczu, w rejon nowoutworzonego Lapidarium.  Natomiast w miejscu dawnej nekropolii powinien stanąć pomnik lub obelisk z tablicą informującą o nowym miejscu, w którym złożono szczątki.  Tu także powinny trafić zachowane tablice nagrobne, po to, aby je uchronić przed dalszą dewastacją.

FOTORELACJA


kliknij na zdjęciu aby powiększyć /zdjęcia: organizator akcji/