76501Mija rok od początku pandemii. To rok przełomowy. Odcisnął piętno na życiu każdego z nas. Pandemia jednym odebrała pracę, dorobek życia, innym zabrała marzenia, zniszczyła plany. Zdezorganizowała codzienność, skomplikowała kontakty z bliskimi. Wielu z nas tych bliskich utraciło na zawsze. Nie da się bez łez w oczach myśleć o skazanych na długie miesiące totalnej izolacji od swoich bliskich pacjentach DPS-ów, o tych, którzy nie mogli być przy odchodzącym w szpitalu tacie, mamie, synu, córce, bo zabraniały tego COViD-owe obostrzenia…

Szymona Hołownia, lider ruchu Polska 2050 w rok od stwierdzenia pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce, podczas swojego wystąpienia powiedział:

szymon hołownia b01Wirus przyniósł nam tsunami cierpienia. Ale równie dużo cierpienia spowodowały złe decyzje polityków.

Przyjaciół poznaje się w biedzie. A odpowiedzialnych przywódców, w kryzysie – a nie gdy świeci słońce, i wszystko robi się samo. Oczywiście, w trudnej sytuacji każdy ma prawo do błędu. To zrozumiałe i ludzkie. Ale celowe dorabianie się na nieszczęściu współobywateli, okłamywanie ich, zapewnianie, że epidemia już się skończyła tylko po to, żeby dostać głosy wyborców jest niewybaczalną bezczelnością. A po wyborach? Czy zstąpiło na nich opamiętanie? A skąd! Popatrzcie: niekończące się żenujące publiczne awantury i kłótnie. O co? O władze, o pieniądze, o stołki.

Wielu z nas zadaje sobie dziś pytanie: co stało się z tą władzą, która obiecywała, że zajmie się ludźmi? Dzięki której miało już nigdy nie być nepotyzmu, kolesiostwa, „ośmiorniczek”? Co stało się z przywódcami, którzy z żarliwością seminarzystów obiecywali odnowę moralną tak wzruszająco mówili o patriotyzmie i walce o silną Polskę? W chwili próby, w momencie największego kryzysu, ta władza porzuciła Polaków i zajęła się sobą – swoimi interesami, swoimi wojnami, swoimi intrygami. Rozmontowała system zamówień publicznych. Zmniejszyła kontrolę społeczną. Zbudowała zrąb państwa policyjnego. Zafundowała małe raje dla różnej maści cwaniaczków, którzy tu skręcą miliony na respiratorach, tu na maskach, tu na deweloperce. Tarcze? Przecież to ministerialna księga życzeń do złotej rybki. Jeśli Polska dziś działa, to dzięki dzielności Polaków, pomimo rządzącym a nie dzięki nim. To heroiczny wysiłek, za który należy się najwyższy szacunek. Ale jednocześnie mamy prawo powiedzieć – dosyć tego patologicznego państwa! Państwo ma pomagać, a nie być dodatkowym ciężarem na ramionach każdego z nas!

Nic więc dziwnego, że po tym roku Polacy mówią jasno: żądamy zmian! Szanowna władzo: ślubu z Wami nie braliśmy. I jeśli tak bardzo nas zawiodłaś, mamy pełne prawo cię zmienić. Nic dziwnego, że po roku pandemii ludzie szukają w polityce kogoś, kto da im nadzieję na to, że państwo nie będzie stać nad nimi, a stanie obok nich, z nimi.

Tak, wirus będzie z nami jeszcze przez pewien czas. To niestety potrwa. Ale im trudniejsza sytuacja dziś, tym bardziej potrzebujemy precyzyjnego planu. „Zarządzanie pandemią” w wydaniu rządzących to chaos i prowizorka. To ciągła zmienność i nieczytelność zasad. A my dziś musimy wiedzieć jak i dokąd chcemy iść. To nie może być plan przypadkowy, prowizoryczny, to nie może być ucieczka na oślep. Potrzebujemy drogi prowadzącej do nowych szans i możliwości

Mamy dziś na stole dwa duże pakiety pieniędzy. Środki z Unii Europejskiej na nowy siedmioletni budżet, powiększone o dodatkową pulę antykryzysową. Mamy tez nasze polskie tarcze – czyli pieniądze z kredytów, które zaciągnął rząd.

Te pieniądze mogą pójść na chwilowy fajerwerk, mogą zostać rozdane swoim, mogą być użyte jak łapówka do kupowania głosów. Jeśli tak się stanie – koszt tego marnotrawstwa będzie niewyobrażalny. Zapłacimy go wszyscy, a najwięcej zapłacą nasze dzieci.

Jest jednak inna droga. Z tych pieniędzy można zrobić silnik, który pomoże nam wystartować w nowy świat. Z nowym pomysłem na rozwój Polski.

To oczywiste, że potrzebujemy rozwoju. Ale nie takiego, którego wyłącznym celem jest więcej cyferek przy PKB. Bo my za cyframi widzimy twarze, losy ludzi. I dlatego mówimy: potrzebujemy rozwoju ukierunkowanego. Takiego, z którego korzysta wielu, a nie tylko nieliczni. Rozwoju, który nie dewastuje wspólnych dóbr. Który prowadzi do lepszej jakości życia – z czystym powietrzem, zdrową żywnością, prawdziwym bezpieczeństwem, także ekonomicznym. Potrzebujemy rozwoju, który będzie zielony i sprawiedliwy

Polska ma dziś najbrudniejsze powietrze w Europie i jednocześnie najwyższe w Unii ceny energii elektrycznej. To uderza we wszystkich.

Większość inwestycji z wielkiej puli antykryzysowej trzeba więc skierować na zieloną energię, bezemisyjny transport i energoszczędne budynki. W minionym roku przez zatrucia powietrza zmarło w Polsce tyle samo ludzi, ile na Covid-19! „Epidemia” smogu trwa od lat i trzeba z nią skończyć jak najszybciej. Dlatego osoby w trudnej sytuacji finansowej powinny otrzymywać ze strony państwa stuprocentowe dofinansowanie na czyste źródła ciepła, albo – jeśli to możliwe – podłączone do ciepła systemowego. Pozostałe kopciuchy powinny być wymienione przy współfinansowaniu właścicieli do 2030 roku, a nie dopiero 2040 jak zapisano w Polityce Energetycznej Polski.

Zielony rozwój powinien być budowany tak, aby równomiernie rozłożyć korzyści. Dlatego należy wesprzeć jak najbardziej się da rozproszone źródła energii: biogazownie, panele słoneczne. Polacy już pokazali, że chcą i umieją być producentami czystej energii. To ogromna szansa zwłaszcza dla rolników i mieszkańców obszarów wiejskich. To szansa dla małych i średnich przedsiębiorstw.

To nie jest czas na budowanie wielkich lotnisk, które pomnożą emisję CO2. To nie jest też moment na budowanie zapowiadanej przez Morawieckiego kolei do CPK. Tą koleją pojadą tylko nieliczni. My potrzebujemy – natychmiast – połączeń kolejowych do setek miast i miasteczek, którymi ludzie dojadą do pracy, szpitali i szkół.

Wielką nauką pandemii jest to, że odkładanie problemów na później mści się bardzo boleśnie. Ostatni rok z całą bezwzględnością pokazał, że nasza służba zdrowia jest wciąż fatalnie zorganizowana i dramatycznie niedofinansowana. Nie da się mieć za niecałe 5% PKB tego, co inni w Europie mają za dwa razy tyle. Pandemię należy potraktować jako ostatni dzwonek by wreszcie rozwiązać ten problem. Politycy przerzucają się pomysłami dotyczącymi tego ile pieniędzy powinniśmy przeznaczyć na zdrowie, ale brakuje odwagi i uczciwości, aby powiedzieć ludziom skąd te pieniądze miałyby się wziąć.

Bezwzględnie potrzebujemy reformy i uszczelnienia systemu, w którym w jednych miejscach brakuje na wszystko, a w innych kwitną milionowe interesy. Ale zapewnienie, że każda złotówka będzie wydana z sensem, to jednak wciąż za mało, byśmy mogli czuć się bezpiecznie. Dzisiaj składka na ubezpieczenie zdrowotne to 9% płacy. Naszym zdaniem każda Polka i Polak powinni móc, poprzez referendum, wypowiedzieć się: czy – jeśli dostaniemy za to naprawdę lepszą ochronę zdrowia – zgadzamy się na podniesienie tej składki choćby o 1 punkt procentowy, do 10% – co przyniosłoby ok. 11 mld dodatkowych wpływów dla NFZ?

Jeśli korzyść z nowej Polski ma odnieść wielu to czas powiedzieć uczciwie: jakość stosunków w pracy to zmora większości Polek i Polaków. W czasie Covidu ta sytuacja jeszcze się pogorszyła. Kryzys wywołany zamrażaniem kolejnych branż gospodarki pokazał, że to co nazywamy „elastycznością zatrudnienia” miewa swoją bardzo wysoką wysoką cenę. Jest nią niepewność, brak adekwatnego zabezpieczenia. Mówimy „stop” nadużywaniu umów-zleceń i samozatrudnienia. Te narzędzia są potrzebne, ale MUSZĄ być dobrowolne, ludzie nie mogą być na nie „wypychani”. Należy wzmocnić Państwową Inspekcję Pracy, nadać jej kontrolerom uprawnienie do ustalania stosunku pracy. Nie mogą się więcej powtórzyć takie sytuacje jak z pierwszej fali pandemii, kiedy właściwie PIP przestała funkcjonować. Uporządkowanie tej sfery, przy wsparciu państwa, pomoże i pracownikom i ich pracodawcom, czekającym wreszcie na Polskę czytelnego prawa. Na państwo, które nie widzi w nich wyłącznie dojnych krów, czy potencjalnych złodziei, a partnerów w budowaniu tego, co ważne dla nas wszystkich.

To tylko część rozwiązań, które proponujemy. Chcę z Wami o tych propozycjach rozmawiać uczciwie i po partnersku. To bardzo poważna rozmowa, bo o wychodzeniu z tego kryzysu musimy myśleć co najmniej z myślą o najbliższej dekadzie, a w niektórych kwestiach nawet na 3 dekady do przodu, aż do roku 2050.

Za daleko? Dla ludzi, którzy dziś są na emeryturze to pytanie o to na jakie wsparcie mogą liczyć u schyłku życia. Dla młodych to jest pytanie o ich karierę, czy warto planować swoje życie zawodowe w Polsce. Dla przedsiębiorców – czy warto inwestować – bo nikt nie inwestuje na rok czy nawet 2 lata. Dla rodziców to pytanie o przyszłości ich dzieci.

Jestem świadomy tego jak wielka odpowiedzialność spoczywa dziś na nas, na Polsce 2050. Wiem jak wielką nadzieję kumulujemy. Waszą nadzieję na lepszą przyszłość. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby tej nadziei nie zawieść. Aby móc razem z Wami zbudować Polskę zieloną i sprawiedliwą. Na pokolenia, nie na kadencję.

WIDEO: Dziś mija rok od stwierdzenia pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce. Wystąpienie Szymona Hołowni, lidera ruchu Polska 2050.