Gambenenconsort A L’Anglaise to zespół grający muzykę dawną z Berlina. Tworzą go: Anna Kellnhofer – sopran, Friederike Dublin – viola da gamba, Sarah Perl – viola da gamba, Patrik Sepec – viola da gamba. Kwartet wystąpił przed Międzyrzecką publicznością w Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego 10 września 2017 roku o godzinie 16:00.

Muzyka kompozytorów baroku różnych krajów ma wiele odcieni.
– „Szanowni Państwo” – słowa Andrzeja Kirmiela, dyrektora Muzeum w Międzyrzeczu
„Witamy gości z Berlina. Towarzystwo Polsko-Niemieckie kierowane przez Ersta Hercoga od lat propaguje projekt „Mosty kultury przez Odrę”.

 Następnie prezes towarzystwa podziękował za zaproszenie.
Muzyka renesansu Polski, Niemiec i Anglii. Chociaż nie słyszałem muzyki Polskiej!? Krótko mówił o idei budowania Mostów Kultury przez Odrę.
Wspólnym mianownikiem wykonywanej dzisiaj muzyki jest pożegnanie.

Muzyka kompozytorów baroku różnych krajów ma wiele odcieni i różni się między sobą. W programie zauważyłem, że była też muzyka renesansu (lub późnego renesansu albo wcześniejszego baroku). Daty epok są umowne i można je różnie interpretować.
Nie ma ścisłych ram, jeżeli chodzi o prekluzje. Muzyka głównych przedstawicieli, tzw. szkół włoskich, francuskich, a więc Guillaume Dufay, Jasquin Desprez, Heinrich Isaac i Anonimowego kompozytora. Sopran A. Kellnhofer na tle dźwięków trzech viol da gamba (sopranowa, altowa i basowa) wybrzmiewał pięknie.



Muzycy często zmieniali skład instrumentalny tych instrumentów. Chodzi o wysokość brzmienia. Viole grają w tle. Akompaniują. Głos kobiecy jest na pierwszym planie. Polifonia linearna i pionowa. Tonacje przeważnie molowe, a więc smutne. Pieśni mówią o rozstaniach, pożegnaniach z różnych przyczyn. Utwory instrumentalne przeplatają pieśni. Instrumenty na wzór głosów ludzkich: alt, tenor, bas snują dźwiękowe opowieści. Główny przedstawiciel tamtej epoki Orlando di Lasso i jego Lament. Utwory trzymane w tempach raczej wolniejszych, pełne bólu. Od strony technicznej (zapis nutowy) nie są zbyt skomplikowane dla muzyków. Ale ich zrozumiały przekaz, przeszyty cierpieniem już taki prosty w przekazie nie jest. Tajemnica tkwi w kunsztownym operowaniu grą na instrumentach o różnej skali sprzed wielu stuleci. Viole da gamba to są wierne repliki tych instrumentów z tamtej epoki.

Muzyka kolejnych kompozytorów Claude le Jeane, Eustache du Caurroy, w których przekaz werbalny nieco zmienia się. Linia melodyczna dość żywa, viole uzupełniają muzyczny przekaz. Pierwsza wtóruje wokalistce, druga uzupełnia przestrzeń między nutami – coś na wzór basso continuo (uzupełnia harmonię), trzecia przeważnie grała nuty długie. Niewtajemniczonym musze podpowiedzieć, że wówczas kompozytorzy nie wszystkie nuty zapisywali. Istnieje duża swoboda, jeżeli chodzi o dobór instrumentów muzycznych. Muzycy dobierają je na podstawie rycin, własnego doświadczenia, bądź eksperymentu muzycznego. Sposób trzymania smyczka w ¼ długości. Jest inny niż współcześnie na skrzypcach lub wiolonczeli. Temat rzeka zostawię go na inną okazję.

 Utwory kolejnych kompozytorów to przedstawiciele Włoch. Alfonso Ferrabosco d. Jungere, Alfonso Ferrabosco d. Altere, Zaczyna śpiew solowy Anna Kellnhofer. Po chwili włączyło się trio na violach da gamba. Ten uroczy dialog z sopranistką był bardzo udany. To muzyczne przeplatanie się mocno zaciekawiło słuchaczy.

 Luca Maurenzio to Woch mieszkający i tworzący w Anglii. Jego muzyka była bardziej urozmaicona, jakby wznioślejsza i radośniejsza. Słowo „amore” w tytule kompozycji dużo mówi o charakterze pieśni. Muzycy na scenie mają dobry kontakt wzrokowy między sobą. Ledwo zauważalnymi gestami informują się o początku frazy jej zakończeni czy punktach kulminacyjnych. Dobrze rozumieją się na scenie.

 Na zakończenie najbardziej znany kompozytor angielski John Dowland. Muzyka tego najmłodszego przedstawiciela w przygotowanym programie Gambenenconsort A L’Anglaise wniosła w piękne melodie również taneczny charakter. Skoczne i powtarzalne rytmy, grane wręcz quasi akordowo ożywiły mocno słuchaczy, którzy domagali się bisu!
Na bis fragment jednej z tanecznych pieśni Dowlanda. Pożegnania zaprezentowane przez muzyków od płaczliwych lamentów, gdzie żegna się kogoś na długo bądź na zawsze, aż do radosnych pożegnań. Jakby kochankowie, którzy zegnają się na tylko na kilka chwil. Muzyczny przekaz pożegnania odsłoniła różne spojrzenia kompozytorów na przestrzeni wieków na muzykę. Publiczność Polsko – Niemiecka rozochocona nie bardzo miała ochotę opuszczać Salę Portretów Trumiennych w Międzyrzeckim Muzeum. Komplet publiczności, wspaniały niecodzienny i bardzo udany koncert oraz miejsce sprawiły, ze niedzielne popołudnie było nad wyraz ciekawe i udane. Czekamy na kolejne muzyczne odsłony w Muzeum.

 Po koncercie dyrektor Muzeum dziękując wykonawcom zaprosił wszystkich na pokrzepienie ciała. Przy pysznych kanapkach, kawie, co nieco słodkiego trwały rozmowy, wymiany myśli dotyczące skończonej przed chwilą uczty duchowej.

Lokalny Przekrój